Afera GetBack – banksterzy pod ochroną państwa wyłudzili od klientów 3,2 mld zł

Okres afery GetBack: 2012-2019 r. Poszkodowani: 9242 podmioty, w tym 9064 osoby fizyczne i 178 instytucji. Łączną wartość strat: ok 3,2 mld zł

Założyciel GetBack biznesmen Leszek Czarnecki TW Ernest i KO Ternes

Getback (obecnie Capitea) jest firmą windykacyjną, która skupuje i windykuje wierzytelności na własny rachunek lub na rachunek współpracujących z nią funduszy sekurytyzacyjnych. Został zarejestrowany w 2012 roku przez spółki z Cypru i Malty należące do władz Getin Noble Banku (obecnie w upadłości) tj. przewodniczącego rady nadzorczej Leszka Czarneckiego, prezesa Krzysztofa Rosińskiego i wiceprezesa Radosława Stefuraka. Najważniejszą postacią i głównym udziałowcem wśród założycieli GetBack był jeden z wówczas najbogatszych Polaków – Leszek Czarnecki. Był głównym akcjonariuszem, założycielem oraz współzałożycielem licznych przedsiębiorstw i jak to zwykle bywa z polskimi tygrysami biznesu okresu transformacji, Leszek Czarnecki był współpracownikiem komunistycznych służb. Wielu spośród najbogatszych Polaków było wcześniej tajnymi współpracownikami SB, wywiadu lub WSI. Być może bez wsparcia służb nie osiągnęliby swojego późniejszego statusu.

Miliarder Leszek Czarnecki - kluczowa postać w aferze GetBack
Leszek Czarnecki

Leszek Czarnecki został tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Ernest w wieku zaledwie 18 lat (1980 rok). Wyraził zgodę na współpracę w zakresie rozpoznawania środowiska studenckiego Politechniki Wrocławskiej. Na pierwsze spotkanie z oficerem SB przyniósł obszerne charakterystyki kolegów z III Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu. Na studiach regularnie sporządzał dla SB pisemne notatki dotyczące środowiska uczelni i otrzymywał za to solidne wynagrodzenie. W 1982 roku starał się o pozwolenie na wyjazd do USA i podpisał zobowiązanie do współpracy z wywiadem PRL. Został zarejestrowany jako kontakt operacyjny o pseudonimie Ternes. Od 2008 roku żoną Leszka Czarneckiego jest znana prezenterka i gwiazda telewizji TVP, a później TVN – Jolanta Pieńkowska.

Idea powstania GetBack

W utworzenie GetBack Leszek Czarnecki zainwestował 4 mln złotych. Był wówczas większościowym udziałowcem dwóch banków: Idea Bank i Getin Noble Bank. Getin Noble Bank miał w owym czasie sporo złych kredytów i zmuszony był dokonywać na nie sporych odpisów aktualizacyjnych. Potrzebował dofinansowania by dalej spełniać wymogi kapitałowe polskiego nadzoru bankowego. GetBack miał być rozwiązaniem problemu. Miał skupywać od Getin Noble Banku oraz Idea Banku złe kredyty a potem je windykować lub odsprzedawać. Powstał w dużej mierze na bazie know-how oraz aktywów działu windykacji Getin Noble Banku. Z Getin Noble Banku przeszli do GetBack ci pracownicy, którzy zajmowali się windykacją wierzytelności. Pierwszym prezesem GetBack został dotychczasowy dyrektor Getin Noble Banku odpowiedzialny za windykację – Dawid Popławski, jednak w wyniku nieprozumień na tle finansowym Popławski szybko zrezygnował. W 2013 roku jego miejsce na fotelu prezesa zajął Konrad Kąkolewski. Był to kolega z PZU współzałożyciela GetBack Krzysztofa Rosińskiego. Początkowo GetBack dofinansowany był przez spółki z grupy kapitałowej Getin Noble Bank. Skupywał portfele wierzytelności nie tylko od Idea Banku i Getin Noble Banku. Kupował je również na wolnym rynku od instytucji finansowych, firm telekomunikacyjnych itp.

Wyciąganie środków finansowych z Idea Banku przy sprzedaży GetBack

W 2015 roku GetBack został sprzedany spółce Idea Expert należącej do grupy Idea Banku. Zapłacono za niego 250 mln zł w formie akcji Idea Banku. Suma bilansowa GetBack za rok 2013 to 126 mln zł, więc cena sprzedaży była mocno zawyżona. Pomimo tego Idea Bank wypłacił dodatkowo założycielom GetBack (Leszkowi Czarneckiemu, Krzysztofowi Rosińskiego i Radosławowi Stefurakowi) 75 mln zł premii za wyniki.

Ówczesny Prezes Idea Banku Jarosław A. był przeciwnikiem zakupu GetBack, jednakże na przeprowadzenie transakcji i to bez badania stanu GetBack nalegał Leszek Czarnecki, który był głównym akcjonariuszem i przewodniczącym rady nadzorczej Idea Banku. Twierdził, że działalność GetBack pasuje do strategii Idea Banku. Tak jednak nie było, gdyż Idea Bank oferował usługi małym firmom, natomiast GetBack zarządzał wierzytelnościami dużych firm. Na dodatek GetBack miał w tym czasie spore zadłużenie w wysokości ok. 500 tys. zł z tytułu wyemitowanych obligacji.

Logo firmy GetBack skupującej wierzytelności
Szyld z logiem spółki GetBack

Kuriozalna sprzedaż GetBack spółce funduszu Abris

Po przejęciu GetBack przez Idea Bank Leszek Czarnecki postanowił wprowadzić go na Giełdę Papierów Wartościowych poprzez IPO (pierwsza oferta publiczna). Był to czas krótko po nieudanym IPO Idea Banku (z emisji pozyskano tylko 35% planowanego kapitału), więc Czarnecki obawiał się o powodzenie kolejnego IPO spółki z tej samej grupy. Postanowił „ustawić” transakcję sprzedaży GetBack do kontrolowanej przez siebie (choć nieoficjalnie) firmy zewnętrznej – funduszu private equity Abris. W tego typu funduszach, z racji inwestorskiego charakteru, powiązania kapitałowe są mniej transparentne.

W marcu 2016 roku akcje GetBack zostały wniesione do spółki z grupy Idea Banku – Getin International. Niedługo po tym GetBack został sprzedany spółce celowej Emest Investments sp. z o.o. należącej do funduszu Abris. Po tej transakcji Emest Investments zmienił nazwę na DNLD.

W momencie transakcji GetBack miał 470 mln zł długu i pakiet wierzytelności o wartości 14 mld zł. Został sprzedany po dość wysokiej cenie 850 mln zł. Połowa tej ceny została zapłacona z kredytu uzyskanego przez Emest Investments z Idea Banku. Ponadto Idea Bank zobowiązał się do dostarczania przez okres co najmniej dwóch lat co miesiąc 15 mln zł finansowania w postaci certyfikatów lub funduszy. W umowie sprzedaży był również zapis gwarantujący Leszkowi Czarneckiemu wynagrodzenie w wysokości 30 mln zł za to, że grupa Idea Bank nie będzie prowadziła przez 3 lata konkurencyjnej dla GetBack działalności. Zapis ten był o tyle kuriozalny, że gwarantował wynagrodzenie tylko jednemu akcjonariuszowi grupy przy pominięciu pozostałych. Na dodatek o tym extra wynagrodzeniu dla Czarneckiego nie poinformowano ani zarządu, ani rady nadzorczej Idea banku. Tak kuriozalną transakcję przeprowadził bank Morgan Stanley. Jego prezesem na Polskę była wówczas Alicja Kornasiewicz. To była polityk Unii Wolności i była prezes Banku Pekao. W rządzie Jerzego Buzka pełniła funkcję wiceminister skarbu. Po przeprowadzeniu transakcji sprzedaży GetBack Alicja Kornasiewicz trafiła do jego rady nadzorczej.

Tajemnicza farma spółek, z której korzysta również polski rząd

Według zeznań składanych w prokuraturze przez prezesa Idea Banku Jarosława A. wszelkie dokumenty związane z zakupem GetBack przez Emest Investments, (w tym umowę zakazu konkurencji z 30-to milionowym wynagrodzeniem Leszka Czarneckiego) podpisywał luksemburczyk Christian Guy Gaunt. To człowiek, który prowadzi coś w rodzaju farmy spółek. Pod tymi samymi adresami (np. Aleje Jerozolimskie 56C w Warszawie) nieustannie rejestruje setki spółek z minimalnym kapitałem zakładowym 5 tys. zł. Spółki te są potem „hodowane” i sprzedawane innym firmom np. pod spółki celowe. Taki zakup „gotowej i czystej” spółki pozwala oszczędzić czas potrzebny na jej rejestrację, a ponadto „otrzymuje się” spółkę istniejącą od dłuższego czasu, a więc bardziej wiarygodną. Spółki te są później często wykorzystywane jako firmy-słupy w różnych podejrzanych transakcjach.

W Internetowym Monitorze Sądowym i Gospodarczym Christian Guy Gaunt pojawia się aktualnie aż 4053 razy. Niemal codziennie jest wpisywany jako prezes lub członek zarządu jakiejś spółki a po pewnym czasie wykreślany. Co ciekawe, ze spółek zakupionych na farmie Christiana Guya Gaunta korzystano również przy sprzedaży państwowych strategicznych firm np: Emitela czy PKP Energetyki.

Po zakupie GetBack Christian Guy Gaunt został wykreślony z Emest International jako prezes, a Emest International zmienił nazwę na DNLD sp. z o.o. (grupa DNLD L.P. z siedzibą na Jersey, kontrolowana przez Abris).

Hodowca spółek Christian Guy Gaunt
Hodowca spółek Christian Guy Gaunt

Wprowadzenie GetBack na Giełdę Papierów Wartościowych

Abris przeprowadził IPO spółki GetBack w 2017 roku. Z emisji pozyskał 370 mln zł. Był to w owym czasie jeden z największych debiutów na Giełdzie Papierów Wartościowych. GetBack szybko trafił do indeksu WIG40. Z rejestracją akcji w Sądzie Rejonowym dla Wrocławia–Fabrycznej związana jest korupcyjna historia. Akcje nie były rejestrowane przez sąd przez dłuższy czas. Zostały zarejestrowane dopiero po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Taka usługa przyspieszonej rejestracji kosztowała podobno GetBack 200 tys. zł łapówki. Łapówką podzieliła się podobno pani mecenas co miała dojście oraz pan podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Prezes GetBack Konrad Kąkolewski podczas debiutu giełdowego spółki
Prezes Konrad Kąkolewski podczas debiutu GetBack na GPW

Finansowanie zakupu pakietów wierzytelność z emisji obligacji

Spółka GetBack starała się za wszelką cenę zdobyć jak największy udział w rynku zarządzania wierzytelnościami. Działała bardzo agresywnie. GetBack skupywał pakiety wierzytelności oferując znacznie wyższe ceny niż konkurenci. Zakupy te finansowane były ze środków pozyskanych w drodze publicznych oraz prywatnych emisji obligacji. Obligacje GetBack oferowane były prywatnym inwestorom za pośrednictwem nie tylko Idea Banku, czy jego marki Lion’s Bank. Do sprzedaży tych obligacji przyznały się również: PKO BP, Pekao SA, Alior Bank, BZ WBK, Citibank Handlowy czy Millennium, jednakże takich banków było więcej. Część ukrywa swój udział w aferze GetBack.

Zarówno Idea Bank jak i jego oddział bankowości prywatnej Lion’s Bank oferowały obligacje bez wymaganego zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej. Obligacje GetBack nawet nie znajdowały się w ich oficjalnych ofertach. Oferowano je na zasadzie leadowania (naganiania klientów) dla Polskiego Domu Maklerskiego. Obligacje sprzedawali pracownicy banku ale w umowach jako sprzedawcę wpisywano współpracujące biuro maklerskie. W podobny sposób oferował obligacje państwowy bank PKO BP, który wykorzystywał licencję Domu Maklerskiego PKO PB.

Kiwki sprzedażowe, bajery, story i legendy

Obligacje GetBack sprzedawane były prywatnym klientom w sposób podstępny noszący znamiona tzw. missellingu. Nie obowiązywały żadne zasady etyki bankowej, a nawet uczciwości. Ryzykowne obligacje korporacyjne „wciskano” bardzo często  klientom nieakceptującym ryzyka i szukającym bezpiecznej bankowej lokaty oszczędnościowej. Doradcy klienta byli mocno motywowani do sprzedaży obligacji GetBack. Otrzymywali za to wysokie prowizje. Najlepsi nagradzani byli iPhonami lub zagranicznymi wycieczkami np. do Dubaju.

Sprzedawcy obligacji GetBack byli instruowani Jak odpowiadać na najczęstsze pytania i jak prowadzić z klientem rozmowę by go nakłonić do zakupu obligacji. Wykorzystywano przy tym cały wachlarz technik manipulacyjnych określanych przez samych sprzedawców jako „kiwki sprzedażowe” lub wciskanie „bajery”, „story” czy „legendy”. W rozmowach z klientem unikano używania słowa „obligacja” i zastępowano je słowami takimi jak: „rozwiązanie”, „produkt”, „oferta” itp. W Idea Banku oraz w Lion’s Banku panowało pełne przyzwolenie władz bankowych na stosowanie oszukańczych metod przy sprzedaży obligacji GetBack. „Kiwek sprzedażowych” uczono nawet na szkoleniach lub przekazywano je w formie gotowych tekstów do użycia w smsach czy emailach do klientów. Przykładowo:

  • zapewniano fałszywie, że obligacje GetBack objęte są gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego tak samo jak lokaty bankowe;
  • oszukiwano, że oferta gwarantowana jest przez Komisję Nadzoru Finansowego;
  • zapewniano, że to produkt 10-cio letni ale można w każdej chwili z niego zrezygnować uzyskując oprocentowanie od 5% do 8% w skali roku (lokaty bankowe oprocentowane były wówczas od 0,5% do1%);
  • zapewniano, że oferta ma poręczenie najbogatszego Polaka – Leszka Czarneckiego oraz jego żony „znanej i lubianej” prezenterki Jolanty Pieńkowskiej;
  • nie informowano o ryzyku związanym z obligacjami korporacyjnymi np. utratą przez emitenta płynności finansowej lub jego upadłością;
  • twierdzono, że oferta jest ekskluzywna – skierowana do wąskiej grupy specjalnie wyselekcjonowanych klientów;
  • tworzono pozory, że oferta ograniczona jest ilościowo i szybko się sprzedaje;
  • sprzedawano obligacje GetBack w pakiecie ze zwykłymi produktami bankowymi.

Najczęściej sprzedawca dzwonił do klienta, który miał sporą ilość gotówki na kończącej się lokacie i wtedy, przy wykorzystaniu całego wachlarza „kiwek sprzedażowych”, „wciskał” mu obligacje GetBack. Po tzw. „podpaleniu klienta” rezerwowano mu jeszcze tego samego dnia lub nazajutrz wizytę w oddziale. Na miejscu czekała na niego gotowa i wypełniona umowa do podpisania. Nie dawano klientowi czasu do namysłu ani do uzyskania rzetelnej porady.

Według zeznań byłego prezesa GetBack Konrada Kąkolewskiego klienci, którym sprzedawano obligacje przez call center mogli nawet czasami nie wiedzieć, że zamiast otwarcia kolejnej lokaty bankowej kupili obligacje GetBack. Sprzyjał temu fakt, iż zakupione obligacje nie były w ogóle prezentowane na koncie internetowym klienta. Nie mogły być tam nawet prezentowane, gdyż jak już wspomniałem, banki nie miały wymaganego zezwolenia na sprzedaż obligacji. Klientów zapewniano, że brak zapisów na koncie internetowym to tylko chwilowa niedogodność wynikająca z nieprzystosowania systemu do nowego produktu. Uspakajano, że o aktualne zyski można zawsze pytać telefonicznie.

Placówka Idea Banku - głównego oferenta obligacji GetBack
Placówka Idea Banku

GetBack wyczyścił system ze złych wierzytelności i dał banksterom zarobić

GetBack skupywał wierzytelności po zawyżonych cenach od wielu polskich firm finansowych. W ten sposób czyścił system ze złych długów. Robił to kosztem zwykłych ludzi, którym „wciskano” jego obligacje. Dawał przy tym zarobić banksterom na sprzedaży swoich obligacji. Nie dziwi więc, że proceder trwał latami a Idea Bank był omijany przy kontrolach Komisji Nadzoru Finansowego.

W ostatnim półroczu przed ujawnieniem afery sprzedaż obligacji GetBack poza Idea Bankiem wyglądała następująco: Alior Bank sprzedał obligacji GetBack za 190 mln zł, Pekao SA za 148 mln zł, PKO BP za 95 mln zł, BZ WBK za 89 mln zł, Citibank Handlowy za ok. 44 mln zł, Bank Millennium za 0,7 mln zł.

GetBack dbał o przychylność Prawa i Sprawiedliwości

W czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości władze GetBack doskonale wiedziały, że jeżeli będą „opłacać się” w jakiejś formie PiS-owi to instytucje kontrolne państwa pozostawią ich w spokoju. GetBack hojnie więc finansował przychylne prawicy media np. Sieci, Gazetę Polską czy Wprost. Wykupywał drogie reklamy oraz sponsorował prawicowe imprezy i gale, na których nagradzani byli wielcy myśliciele Prawa i Sprawiedliwości: Julia Przyłębska, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i inni. Wspierał prawicowe projekty takie jak np. Instytut Wolności. Finansował wykłady ministrów rządu PiS: Jarosława Gowina, Mateusza Morawieckiego czy Piotra Naimskiego.

GetBack traci płynność finansową

Zakupy wierzytelności po wysokich cenach zaczęły z czasem odbijać się na kondycji finansowej spółki GetBack. Aby poprawić wyniki finansowe i przyciągnąć inwestorów zaczęto prowadzić w spółce kreatywną księgowość np. manipulowano wycenami pakietów wierzytelności lub odsprzedawano je na krótki czas innym spółkom z grupy kapitałowej po sztucznie zawyżonych cenach.

Na początku 2018 roku GetBack tracił mocno płynność finansową. Strata za rok 2017 wyniosła 1,33 mld zł. Spółce brakowało ok 250 mln na pokrycie zobowiązań z tytułu wykupu obligacji. Rynek się zorientował i kurs akcji GetBack mocno spadał. Tymczasem zbliżało się walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki. Prezes GetBack Konrad Kąkolewski obawiał się, że inwestorzy zechcą zrealizować opcje „put” na obligacjach tzn. zażądają wcześniejszego ich wykupienia. Starał się więc jak najszybciej znaleźć dla spółki finansowanie. Zabiegał intensywnie o pożyczkę zamienną na akcje w: Polskim Funduszu Rozwoju S.A., PKO BP, Pekao SA oraz w PZU. Uzyskanie finansowania pozwoliłoby GetBack nie tylko pokryć zobowiązania ale również poprawiłoby jego postrzeganie na rynku, co przełożyłoby się na wyższy kurs akcji.

Konrad Kąkolewski wsparcia szukał nawet u Kornela Morawieckiego (ojciec premiera Mateusza Morawieckiego). Kornel Morawiecki próbował pomóc ale nie udało mu się nic załatwić. Kąkolewski postanowił więc zwrócić się o pomoc do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który miał swoich ludzi w Pekao oraz PZU (doradcą prezesa w PZU a potem w Pekao był jego brat Witold Ziobro). Poprzez pośrednika, prezesowi GetBack udało się umówić na rozmowę w firmie MDI, której właściciele chwalili się dojściem do ministra Ziobro. Firma MDI zobowiązała się załatwić dofinansowanie dla GetBack w zamian za 1-2% transakcji ale ostatecznie niczego nie załatwiła.

Ujawnienie Afery GetBack

Kąkolewskiemu nie udało się również uzyskać pożyczki ani w Polskim Funduszu Rozwoju ani w PKO BP. Odbyły się jedynie nieoficjalne rozmowy w tej kwestii z prezesami obu instytucji ale obaj odmówili. Wówczas prezes Konrad Kąkolewski wraz z wiceprezes Anną Paczuską wpadli na mocno desperacki pomysł. Przygotowali fałszywy komunikat giełdowy, w ramach którego przekazali inwestorom, że spółka GetBack zawarła porozumienie z PFR i PKO BP dotyczące dofinansowania na kwotę 250 mln zł.

Komunikat został podany do publicznej wiadomości 16 kwietnia 2018 roku. Dzień później miało odbyć się walne zgromadzenie akcjonariuszy GetBack, na którym miano zadecydować o nowej emisji akcji o wartości 70 mln zł. Kąkolewski liczył na to, że do tego czasu komunikat nie zostanie zdementowany. Przeliczył się jednak. Już godzinę po opublikowaniu komunikatu PFR zamieścił dementi twierdząc, że: nie prowadzi żadnych oficjalnych rozmów o finansowaniu GetBack, nie jest tym zainteresowany i nie podpisywał żadnego porozumienia w tej kwestii. Zaraz potem podobne dementi opublikował PKO BP. Po tym zdarzeniu obrót papierami GetBack na GPW został zawieszony. Zareagowała również rada nadzorcza spółki GetBack, która odwołała prezesa Konrada Kąkolewskiego. Anna Paczuska oraz Marek Patuła złożyli rezygnację z funkcji członków zarządu.

Spółka GetBack przestała całkowicie regulować swoje należności z tytułu obligacji. Klienci którym sprzedano obligacje GetBack zostali odcięci od możliwości wypłaty swoich pieniędzy. Pod koniec kwietnia 2018 roku wartość niewykupionych w terminie obligacji sięgała kwoty 88,3 mln zł. Komisja Nadzoru Finansowego, Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczęły kontrole i przesłuchania kadry zarządzającej spółki GetBack.

Leszek Czarnecki próbuje się wybielić przy pomocy adwokata Romana Giertycha

Po tym jak do GetBack oraz Idea Banku weszli kontrolerzy i agenci CBA Leszek Czarnecki uciekł do Miami w Stanach Zjednoczony, gdzie ma jeden ze swoich domów. Z pracownikami Idea Banku kontaktował się już wyłącznie poprzez komunikator internetowy wideo. Był głównym udziałowcem Idea Banku i jednym z głównych podejrzanych w sprawie oszustw związanych z dystrybucją obligacji GetBack. Czarnecki przyjął linię obrony, wedle której rzekomo nic nie wiedział o sprzedaży obligacji GetBack w Idea Banku. Szybko też zakazał formalnie sprzedaży tych obligacji w Idea Banku. Prezes Idea Banku Jarosław A. został odwołany wraz z członkiem zarządu Dariuszem M. Wiceprezes Aneta Skrodzka-Książek sama złożyła rezygnację.

Leszek Czarnecki wynajął adwokata Romana Giertycha by ten, jak twierdził, „odpowiednio zajął się sprawą” tj. wybielił Czarneckiego. Roman Giertych w rozmowach z nową prezes Idea Banku miał otwarcie twierdzić, że chodzi o zrzucenie odpowiedzialności na byłe zarządy i pracowników. Koszt związany z usługami kancelarii Giertycha przerzucony został na Idea Bank. Bank już na początku otrzymał do opłacenia fakturę na kilkaset tysięcy złotych. Potem Roman Giertych zaczął działać. Członkowie rady nadzorczej i nowego zarządu Idea Banku otrzymali do podpisania zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez poprzednich członków dwóch zarządów oraz pracowników zajmujących się sprzedażą obligacji. Brak zgody na podpisanie zawiadomień skutkował natychmiastowym zwolnieniem dyscyplinarnym. Ostatecznie do prokuratury trafiły zawiadomienia na 40 osób z Idea Banku.

Leszek Czarnecki od początku doskonale wiedział o całym procederze sprzedaży obligacji GetBack w Idea Banku. Zapewne to on cały proceder zorganizował. KNF uzyskała dostęp do skrzynki mailowej Czarneckiego. Z zabezpieczonej korespondencji wynika, że kazał sobie co miesiąc dostarczać raporty dotyczące sprzedaży obligacji GetBack i takie raporty otrzymywał. W miesięcznych raportach sprzedaży obligacje GetBack były specjalnie osobno wyszczególnione. Leszek Czarnecki zapoznawał się z danymi i naciskał na dyrektorów by zwiększali sprzedaż obligacji. W jego skrzynce mailowej znajdowała się również wiadomość, w której akceptował sprzedaż przez Idea Bank kolejnej transzy obligacji GetBack o wartości 200 mln zł.

Twórca GetBack Leszek Czarnecki z żoną Jolantą Pieńkowską
Leszek Czarnecki wraz z żoną prezenterką Jolantą Pieńkowską

GetBack miał mieć parasol ochronny KNF

W całej aferze GetBack szczególnie niepokojący jest fakt, iż proceder rozwijał się przy całkowicie biernej postawie odpowiednich instytucji nadzorczych. Komisja Nadzoru Finansowego ewidentnie nie zadziałała w odpowiednim czasie. Niektórzy pracownicy GetBack oraz Idea Banku byli wręcz przekonani, że „GetBack ma parasol ochronny KNF”. W owym czasie przewodniczącym KNF był Marek Chrzanowski – protegowany i były student prezesa NPB Adama Glapińskiego (Prawo i Sprawiedliwość).

W czasie trwania procederu Idea Bank został skontrolowany przez KNF jeden raz ale jakoś nikt nie zwrócił uwagi, że 30% sprzedaży banku o wartości 400 mln zł przypada na obligacje GetBack, których bank nie powinien w ogóle oferować. Nawet podczas trwania kontroli sprzedano w Idea Banku obligacje GetBack o wartości 500 mln zł.

Natomiast GetBack przez pierwszych 5 lat nie był kontrolowany ani razu przez żadną z uprawnionych instytucji państwowych. Dopuszczono do oferty publicznej akcji GetBack pomimo ewidentnych przekłamań w prospekcie misyjnym. Na dodatek sama oferta nie zasiliła kapitałowo GetBack ale kontrolujący go za pośrednictwem DNLD – Abris. W grudniu 2017 roku do KNF, UOKiK oraz GPW wpłynęło pismo od sygnalisty, który informował o nieprawidłowościach w działaniu GetBack i współpracujących z nim banków. Dopiero po tym zawiadomieniu KNF rozpoczęła w GetBack kontrolę jednakże dopiero 3 lata później tj. w grudniu 2020 r. KNF cofnęła GetBack licencję na serwisowanie funduszy sekurytyzacyjnych. Postanowieniu nie nadano rygoru natychmiastowej wykonalności, dając tym samym czas spółce na wyprowadzenie aktywów. GetBack złożył więc odwołanie od decyzji KNF i zyskał czas na dalsze działania. Zakupił spółkę Dogmat Systemy, która posiadała licencję i zmienił jej nazwę na Asseta. Przygotowywano się do dalszego działania poprzez spółki zależne.

W listopadzie 2018 roku Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki odwołał przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego i powołał na to stanowisko Jacka Jastrzębskiego. To mocno zaskakująca nominacja, gdyż Jacek Jastrzębski w czasach najintensywniejszej sprzedaży obligacji GetBack przez PKO BP był w tym banku dyrektorem departamentu prawnego. Podobno osobiście zatwierdzał od strony prawnej sprzedaż obligacji GetBack przez PKO BP. 

Ostatecznie KNF nałożyła na Idea Bank karę 10 mln zł a UOKiK 17,2 mln zł za nadużycia związane ze sprzedażą obligacji GetBack. Polskiemu Domowi Maklerskiemu cofnięto w ogóle zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej a ponadto KNF nałożyła na PDM karę 2,5 mln zł. UOKIK z kolei ukarał PDM karą 2 mln zł za stosowanie klauzul abuzywnych.

Dziwne działania CBA oraz śledztwo prokuratury

Dochodzenie Centralnego Biuro Antykorupcyjnego w sprawie Afery GetBack było prowadzone ale niewiele wyjaśniło. Jeden z agentów pracujących dla CBA twierdził, że w śledztwie ginęły kluczowe nośniki danych: telefony, pendrive’y. Usuwano całe nagrania lub wycinano z nich fragmenty rozmów. Założyciel współpracującego z GetBack funduszu Altus TFI Piotr Osiecki zeznawał w sądzie: „Czuję się wykorzystany przez CBA ….Mówiłem im o powiązaniach Konrada Kąkolewskiego z politykami PiS i dziennikarzami związanymi z prawicowymi mediami. Wiem, że większość materiałów, które przekazałem CBA, nie została przekazana prokuraturze„. 

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie afery GetBack po zawiadomieniach Komisji Nadzoru Finansowego. Śledztwo prowadzone było pod kątem wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawania nieprawdziwych informacji przez spółkę giełdową. Do sprawy powołana została specjalna grupa prokuratorów. Prezes GetBack Konrad Kąkolewski został aresztowany przez CBA w czerwcu 2018 roku.

Prawo i Sprawiedliwość decyduje się ukręcić łeb sprawie GetBack

Afera GetBack nie byłaby możliwa bez parasola ochronnego ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Jak wynika z ujawnionych niedawno nagrań z podsłuchów Daniela Obajtka premier Mateusz Morawiecki oraz reszta władz Prawa i Sprawiedliwości co najmniej wiedzieli o nieprawidłowościach przy sprzedaży obligacji GetBack. Na rzecz dofinansowania GetBack mocno lobbował chociażby Kornel Morawiecki, ojciec premiera. Proceder był ewidentnie ochraniany przez podporządkowane PiS-owi instytucje państwowe – Komisję Nadzoru Finansowego, prokuraturę oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne. Tak było do czasu ujawnienia afery. Potem premier Mateusz Morawiecki polecił służbom aby zajęły się sprawą ale tak by odsunięto jakiekolwiek podejrzenia od Prawa i Sprawiedliwości. Problemem dla PiS-u stał się również sam prezes GetBack Konrad Kąkolewski, który zapowiadał ujawnienie osób, które stały za całym procederem lub mu sprzyjały. Umówił się na rozmowę z dziennikarzami Gazety Wyborczej by ujawnić konkretne nazwiska. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość zadecydowało o jego aresztowaniu i odcięciu od kontaktów z mediami. Od sprawy GetBack odsunięto doświadczonych prokuratorów, którzy twierdzili, że do aresztowania Kąkolewskiego brak jest wystarczających dowodów. Zastąpiono ich prokuratorami niedoświadczonymi ale za to w pełni dyspozycyjnymi wobec władzy politycznej. Ci postanowili wypełnić wolę politycznych mocodawców i wystąpić do sądu o areszt dla Konrada Kąkolewskiego. Do zatwierdzenia aresztu potrzebna była jeszcze decyzja sędziego Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Dyspozycyjna sędzia się znalazła – Magdalena Dziekańska. 

Żona prokuratora Michała Dziekańskiego – sędzia Magdalena Dziekańska zadecydowała o areszcie dla Konrada Kąkolewskiego aby nie rozmawiał z dziennikarzami

Sprawę GetBack w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie nadzorował prokurator Jakub Romelczyk, którego jednym z podwładnych był prokurator Michał Dziekański. Jakub Romelczyk dobrze znał prokuratora Michała Dziekańskiego i dobrze znał jego żonę sędzię V Wydziału Karnego Warszawa-Śródmieście Magdalenę Dziekańską. Wszystko zostało więc dogadane. Postanowiono wystąpić do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście z wnioskiem o areszt dla Konrada Kąkolewskiego dokładnie w momencie, gdy dyżur aresztowy miała sędzia Magdalena Dziekańska. Aby uwiarygodnić sytuację, sędzia Magdalena Dziekańska zawnioskowała o wyłączenie się ze sprawy aresztu ale oczywiście wniosek ten został odrzucony. Prezesem Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście był wówczas dyspozycyjny wobec politycznej władzy sędzia Maciej Mitera (rzecznik Neo-KRS). Wniosek o wyłączenie sędzi Magdaleny Dziekańskiej był ustawiony i wiadomo było, że nie przejdzie. Miał on niejako uzdrowić sytuację, w której sędzia Magdalena Dziekańska przyklepuje polityczny wniosek o areszt przełożonemu jej męża prokuratora Michała Dziekańskiego.

Po takiej ustawce sędzia Magdalena Dziekańska postanowiła o aresztowaniu Konrada Kąkolewskiego. Kąkolewski został zatrzymany na lotnisku Chopina, gdy przyleciał do Polski z Izraela, gdzie od jakiegoś czasu przebywał. Chciał zeznawać i chciał upublicznić nazwiska osób z władzy będących organizatorami afery lub ich wspierającymi. Nie zdążył. Po decyzji sędzi Magdaleny Dziekańskiej trafił na cztery lata do pojedynczej celi w areszcie. Przez cały okres aresztu izolowano go od innych więźniów by nie zdołał nikomu ujawnić żadnych nazwisk. Po wyjściu z aresztu ujawniać już niczego nie chciał. W następstwie decyzji sędzi Magdaleny Dziekańskiej z Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście być może już nigdy nie poznamy pełnej listy nazwisk osób odpowiedzialnych za aferę GetBack.

Sędzia Magdalena Dziekańska
Sędzia Magdalena Dziekańska – zdecydowała o areszcie dla K. Kąkolewskiego, o który wnioskował przełożony jej męża prokuratora Michała Dziekańskiego

Ostatecznie w sprawie zarzuty postawiono 49 osobom ale najważniejszych organizatorów afery wśród oskarżonych zabrakło. Zdecydowana większość to zwykli sprzedawcy obligacji. Głównymi wątkami dotyczącymi Leszka Czarneckiego zajmowała się najmniej doświadczona z grupy prokuratorów zajmujących się sprawą GetBack – Katarzyna Kwiecińska. To jedna z prokuratorów Zbigniewa Ziobro. Jako asesor Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz została delegowana do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie z pominięciem trybu konkursowego uzyskała tytuł prokuratora prokuratury rejonowej, a następnie okręgowej.

Wyprowadzanie aktywów i postępowanie układowe

Tak jak wspomniałem wcześniej GetBack dzięki opieszałości władz zyskał czas na wyprowadzenie aktywów do innej spółki. Fundusz Abris zarejestrował spółkę Hoist i właśnie do tej spółki przenoszono z GetBack pracowników, nieruchomości, portfele i fundusze. GetBack sprzedał Hoist posiadane portfele wierzytelności po rażąco zaniżonej cenie 350 mln zł.

9 maja 2018 roku Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej postanowił o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego w trybie przyspieszonego postępowania układowego spółki GetBack. Zaproponowano wierzycielom układ na warunkach spłaty 25% ich wierzytelności. Pozostała część miała być umorzona. Aby nakłonić wierzycieli do krzywdzącej ugody zaciemniano sytuację finansową spółki, tak by wyglądała na dużo gorszą niż w rzeczywistości. Stosowano kreatywną księgowość zaniżając na różne sposoby wartość posiadanych portfeli wierzytelności np. poprzez nieuzasadnione odpisy aktualizacyjne. Z ksiąg spółki wynikało, że GetBack sprzedawał posiadane portfele wierzytelności jedynie za 4% ich wartości nominalnej, głównie do spółki Hoist. W tym czasie na rynku średnia cena wynosiła 20% wartości nominalnej. Sukcesywnie ograniczano w GetBack zatrudnienie pracowników windykacji (z 1600 do 423 w przeciągu 3 lat). GetBack ograniczał swoje działania jako serwiser tzn. starał się windykować jak najmniej wierzytelności by pokazywać spadek ściągalności i ograniczyć wpływy z tytułu prowizji. Rzekoma zła kondycja spółki GetBack nie przeszkadzała jednak członkom zarządu DNLD Holdings S.à.r.l. by wypłacali sobie corocznie z majątku GetBack wielomilionowe dodatkowe wynagrodzenia. Gdyby nie powyższe działania, GetBack byłby w stanie spłacić znacznie większą część wierzytelności. Były prezes GetBack Konrad Kąkolewski twierdzi nawet, że byłby w stanie spłacić ich 100%.

Układ z wierzycielami został zawarty 22 stycznia 2019 roku. Przewidywał zaspokojenie roszczeń obligatariuszy w wysokości jedynie 25% w przeciągu 8 lat. 23 lipca 2021 roku spółka GetBack S.A. zmieniła swoją nazwę na Capitea S.A. i pozostaje dalej pod kontrolą funduszu private equity Abris za pośrednictwem DNLD Holdings S.à.r.l. 1 października 2023 roku Giełda Papierów Wartościowych odwiesiła akcje GetBack pod nową nazwą Capitea. Po odwieszeniu akcje spółki notowane były o 79% niżej w stosunku do ceny z momentu ich zawieszenia. Postanowienia układu z wierzycielami są obecnie realizowane.

Jak kraść, to miliony

Obligacje GetBack „wciskane” były najczęściej klientom, którzy lokowali wcześniej swoje oszczędności w bezpiecznych długoterminowych lokatach. Zwykle były to osoby o niskich lub umiarkowanych dochodach. Depozyty bankowe stanowiły dla nich często zabezpieczenie np. na starość lub na tzw. czarną godzinę. Niektórzy swoje ciężko zarobione pieniądze odkładali w ten sposób na jakiś ważny cel życiowy np. na swoje pierwsze mieszkanie, wózek dla niepełnosprawnego dziecka, operację itp. Zdarzały się osoby już wcześniej oszukane w innych aferach np. w aferze Amber Gold. Po takich doświadczeniach ufali już tylko bankom.

Polski system bankowy tych wszystkich ludzi oszukał. Za przyzwoleniem Komisji Nadzoru Finansowego banksterzy wciągnęli ich do piramidy finansowej i odebrali oszczędności życia. 9064 osoby fizyczne straciły w Aferze GetBack swoje oszczędności. Teraz każe im się czekać latami, przy wysokiej inflacji, na nędzne 25% środków, które włożyli w obligacje. Wielu z nich załamało się psychicznie. Zdarzały się również przypadki samobójstw. A wszystko po to by miliarder Leszek Czarnecki i inni właściciele Idea Banku oraz Funduszu Abris mogli dopisać sobie kolejne setki milionów do kont w rajach podatkowych. KNF, CBA i prokuratura obsadzone przez PiS-owskich nominatów niewiele w sprawie zrobiły.

Ostatnio opisywana była historia pewnego emeryta, który w Biedronce zjadł śliwkę w czekoladzie o wartości 40 gr. Myślał, że otwarty pojemnik z czekoladkami to stanowisko z degustacją. Został skazany za kradzież na 20 godzin prac społecznych. Tymczasem kradzież miliardów przez banksterów pozostaje w Polsce zazwyczaj bezkarna. Twórcy i główni beneficjenci Afery GetBack mają się dobrze i nie są karani. Skradzione miliardy na ich kontach bankowych na Jersey i w Luksemburgu są bezpieczne.

Przeczytaj również:

Masz informacje dotyczące powyższego artykułu? Skontaktuj się!

Przeczytaj również: